środa, 25 marca 2015

Mętlik...

Chciałam napisać piękną notkę... chciałam.

Nie wiem od czego zacząć... Nadal twierdzę, że wyjazd był dobrym pomysłem, jasne... czasem mam chwile zwątpienia, szczególnie jak tęsknię za rodzicami i... kotami, ale przez większość czasu jestem zadowolona. Chodzi tylko o to, że gdzieś po drodze, jeszcze w Polsce popełniłam pewne błędy. Oczywiście wszystkiemu winna jest moja pochopność i niecierpliwość, ale po części mogę też zrzucić winę na Hostkę, która nie uściśliła pewnych informacji.

Jakby to powiedzieć... Hości są wspaniali, ale dzieci to istna tragedia. Pardon 6 miesięczne bubu jest najcudowniejszym dzieckiem ever, ale 5 letni szatan i 2 jej dwuletnia dorównująca charakterem siostra to jakaś MASAKRA. Staram się nie brać tego do głowy, bo czasem bywają miłe chwile, ale kończą się bardzo szybko, a 10-cio krotne słuchanie płaczu, krzyku każdego dnia stało się rutyną.

Nie wiem, czy powinnam się skupić tylko na miłych aspektach mego życia tutaj i pokazywać Wam zdjęcia z podróży, czy pokazać jak to wygląda naprawdę...

Wybaczcie, że się żalę, ale nikt nie mówił, że ciągle będzie z górki. Jestem kolejną osoba, która przez kilka niedomówień wdepnęła w kupę g... To taka przestroga, żeby nie krępować się żadnych pytań, bo to Wy spędzicie rok u obcej rodziny!


Buśku :* - Hankowah

poniedziałek, 2 marca 2015

NYC, orientation PART II

Czy nikt wcześniej nie wspominał, że czas spędzony w USA jako Au Pair zapierdziela jak poebany?
To już trzy tygodnie odkąd tu jestem...

No cóż... pora wrócić myślami do czasu spędzonego w NYC i opowiedzieć Wam troszkę jak to wszystko wyglądało.

W hotelu jak pisałam wcześniej byłyśmy koło 12 w nocy, na dzień dobry dostałyśmy buteleczkę wody, zieloniutkie jabłuszko i zestaw ulotek, informacji z biura Au Pair.
Na drugi dzień o 6.30!!! była pobudka, o 7.00 śniadanko i od 8.00 rozpoczynało się szkolenie.
Myślę, że nie ma sensu opisywać, co dawali nam do jedzenia, ale jakby kogoś to baaardzo interesowało, to proszę pytać w komentarzach haha.
Takie tam, koło hotelu.


Poljaczki <3


Orientation prowadziła prze-mi-ło-sym-pa-ty-czno-ko-cha-niut-ka Jodie. Kobietka pewnie po 60-tce przypominająca nasze babcie. Jak na różnych blogach czytałam, że cały ten trening jest nudny i do niczego niepotrzebny, to ja się czułam przez te trzy dni jak na dobrym przedstawieniu! Przypominam, że jechałam z APIA. Jodie potrafiła w wykład o pierwszej pomocy wstawić zabawne anegdotki! Powiem szczerze, że cały ten trening chętnie odbyłabym ponownie!
Oprócz tego, że Jodie dała nam mnóstwo przydatnych porad, to również powiedziała, że gdy będziemy miały jakikolwiek problem, czy byśmy strasznie tęskniły za rodziną, to możemy o każdej porze dnia i nocy zapukać do drzwi jej pokoju, gdzie ma ogromne pudełko chusteczek i może nas wysłuchać i mocno przytulić :)


Pierwszego dnia po treningu o 16 była wycieczka do NYC za całe 75$ (zdzierstwo). Ja oczywiście nie miałam pojęcia, że jak się tą wycieczkę zamówi wcześniej to agencja pisze do rodziny, czy chcą zapłacić za tą wycieczkę i tym sposobem większość lasek miała darmowy trip. Ja zdecydowałam się dopiero na miejscu, więc płaciłam za to sama, ale powiem szczerze, że nie żałuję :) Sami zobaczcie.

Odśnieżanie w NYC haha































Powiem szczerze, że pomijając te wszystkie informacje, które pochłonęłam na treningu, to te trzy dni były dla mnie zbawieniem, przed godziną "zero" i spotkaniem z rodziną...

We czwartek o godzinie 14 (chyba coś koło tej godziny), miałam lot do San Francisco. Caaałe szczęście nie leciałam sama a z trzema innymi dziewczynami z Niemiec, Afryki Południowej i Hiszpanii. Lot był opóźniony o godzinę, a cała trasa trwała 6 godzin. Stres przy lądowaniu niesamowity. Nie, nie z powodu lądowania, tylko na myśl, że za kilka minut spotkam HD i milion myśli: jak się przywitać? przytulić? podać rękę? czy w ogóle przyjedzie? czy się spóźni? co robić jak go nie będzie? co robić jak będzie? o czym z nim rozmawiać? o Boże o Boże!!!

San Francosco nocą, z samolotu oczywiście :)

Powiem tak... połowy nie pamiętam :) Pamiętam tylko, że jak zobaczyłam HD idącego w moją stronę uśmiechał się do mnie, ja wyciągnęłam rękę, a on mnie przytulił, tak miło :)
Później poczekaliśmy na mój bagaż, zeszliśmy na parking do samochodu i jechaliśmy do Lafayette, a po drodze HD opowiadał mi gdzie i co się znajduje, bo przez kilka lat mieszkał w SF i nadal tam pracuje. Jeszcze po drodze zapytał, czy chcę zobaczyć fajne miejsce, oczywiście powiedziałam, że tak! Pomimo, że była 23 godzina... HD zawiózł mnie na jakąś zatoczkę, z której było widać całe SF, Golden Gate, wyobraźcie to sobie nocą. :)


O zapomniałam pokazać, co nam przygotowali na obiad na ostatni dzień!




How cute!!!



Mam nadzieję, że ten post objaśnił Wam co nieco :)
Jeśli macie jakieś pytania piszcie śmiało!

Zapraszam także na mój instagram "annajedlinska" po więcej zdjęć :)

Buziaki! - Hankowah

środa, 18 lutego 2015

NYC, orientation PART I

Hello!

Jestem już na miejscu u rodziny w Lafayette. Pogoda za oknem jest cudowna, 23 stopnie C! Gdyby nie dzieci, mogłabym się czuć jak na wakacjach, ale o tym później.
Dziś napiszę o czasie spędzonym w Nowym Jorku.

Bluzka adekwatna do sytuacji


W poniedziałek wstałam po 3.00, o 5.00 wyjechaliśmy do Warszawy, zważając na anomalie pogodowe wyjechaliśmy wcześniej (jechałam z tatą i bratem), ale i tak byliśmy dopiero chwilę przed 10, gdzie normalnie do Wwy jedzie się ok 3 h.
W zasadzie to nie wiem dlaczego kazano nam (bo oprócz mnie były jeszcze 4 inne polki) przyjechać na lotnisko o 10, samolot miałyśmy dopiero o 13, a odprawa zaczynała się 2 h przed odlotem.

Pitu pitu, odprawiłam bagaże, limit 23 kg, ja miałam 23,5. Przeszło bez problemu :) Jedna z nas miała nawet 24, więc luuuz.



Jak TO /\ zmieścić do tego \/



Btw ja nie wiedziałam, że bagaż podręczny, który można mieć oprócz wielkiej walizy też może być walizką (tylko o określonych wymiarach), ja spakowałam się do takiej zwykłej torby, z którą chodzę na co dzień i później musiałam ją dźwigać :/ To tak na przyszłość mówię, jakby któraś chętna na wyjazd do czytała :P

Nadeszła wiekopomna chwila pożegnań. Powiem szczerze, że żegnając się z przyjaciółmi nie płakałam wcale, bałam się, że przy pożegnaniu z mamą wybuchnę płaczę, ale też nie uroniłam łzy, dopiero przekraczając bramkę, gdy doszło do mnie, że to jednak na serio zaczęłam ryczeć. Tata i brat jeszcze machali mi długo, a łzy same ciekły mi z oczu. Aż teraz czuję, że powieki robią się wilgotne...

Mówiłam jak bardzo nienawidzę pożegnań? A może bardziej uczucia im towarzyszącego...

Później było lepiej, przyszły dziewczyny, razem było raźniej. Pierwszy lot do Londynu, lotnisko w Heatrow, btw ponoć największe lotnisko w Europie. Między terminalami poruszałyśmy się autobusem (20 minut jazdy!!!) i metrem. Po ok 3 godzinach czekania miałyśmy kolejny samolot, już do Nowego Jorku. Aaaa na lotnisku na bezcłówce w sklepiku spotkałyśmy polkę! :)

Ok 22 wylądowałyśmy na JFK w Nowym Jorku, po przejściu przez wszystkie kontrole ruszyłyśmy po nasze bagaże, modląc się żeby chociaż dojechały, bo różnie to bywa jak przesiadki w czasie lotu są... no i jadą bagaże. Jedna ma... druga ma... jedzie mój. Bez kółek, bez rączki, chustę którą przyczepiłam dla rozpoznania bagażu ktoś sobie przywłaszczył podobnie jak film, który trzymałam w bocznej kieszeni (Listy do M na gorsze dni). Szczęście w nieszczęściu jakaś pani, pracownica lotniska kazała mi znaleźć Baggage Claim i zgłosić uszkodzenie bagażu. Wyobraźcie sobie mnie taszczącą 23 kg bagaż przez pół lotniska. Na drugi dzień miałam takie zakwasy, że masakra...
Obsługa lotniska była przemiła, dali mi nową walizkę. Pani ze znaczącym uśmiechem pokazała mi metkę nowej walizki - 280 $. Nice.

Na lotnisku całe szczęście czekała już na nas babka z APiA, poczekała z nami na autobus i odesłała do hotelu w Tarrytown, do którego zajechałyśmy koło 12 w nocy.


O całym orientation, wycieczce do NYC i innych sprawach napiszę w kolejnym poście!


Buziaki - Hankowah.


poniedziałek, 9 lutego 2015

Zarzucam kiecę i... LECĘ

Hej! A może raczej HEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEJ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Tyle emocji mną targa, że nie sposób je wyrazić w spokojnych literkach... Za chwilę lecę do USA haha. Tak.
O 12.50 mam wylot z przesiadką w Londynie. Całe szczęście lecą ze mną jeszcze 4 inne dziewczyny, chociaż z niewiadomych względów mam kontakt tylko z trzema, czwarta się do nas nie odzywa, może zrezygnowała :)

Pakowanie... Wiecie co? Wolę odkurzać, zmywać naczynia, myć kafelki w łazience, ale pakowania nienawidzę. :-P Jakoś poradziłam.

Kolejny wpis będzie zza oceanu. Trzymajcie kciuki (żeby zamaskowany talib nie porwał samolotu).


Buziaki! - Hankowah.

niedziela, 25 stycznia 2015

Wiza!

Chyba w życiu się tak nie stresowałam jak w piątek rano.
Zastanawiałam się nad tym, czy nie nagrać filmu, w którym opowiem co i jak się działo w związku w moją wizą, bo tyle tego jest, że trudno mi to w tej chwili ubrać w słowa.
Tak czy inaczej słowa Pani Konsul "Dostaje Pani wizę!" brzmią w mojej głowie cały czas.

Początkowo mówiłam, że zacznę się pakować jak będzie pewne, że dostałam wizę, teraz znów to odwlekam w czasie. Nie mogę się zebrać, a może nie chcę. Nie wiem już...

Do tego umówiłam się dziś o 11.30 na Skype z rodziną i oczywiście się nie pojawili. Ale to nie pierwszy raz, później HM mnie przeprosi, że zasnęła. Mam nadzieję, że na żywo sytuacja będzie wyglądała lepiej.

Jestem wyczerpana, praca, szkoła (dobrze, że nie dom, dzieci haha). Przed wyjazdem muszę znaleźć czas żeby się wyspać :D

Jakiś ten post mocno negatywny, ale nie tak to miało wyglądać.

Buziaki! - Hankowah.


środa, 14 stycznia 2015

Tik tak tik tak...

Od razu uprzedzam, że to nie jest reklama miętowych pastylek.

Niedawno dostałam do ręki dokumenty z instrukcjami jak złożyć wniosek o wizę, umowę i inne informacje dodatkowe. 


Do wyjazdu został niecały miesiąc, a do mnie jeszcze nie dociera, że wyjeżdżam. W sumie dopóki nie będę trzymała biletów w ręku to pewnie nie zacznę się nawet pakować.
Moja siostra cioteczna, która w sierpniu jedzie na wakacje już ma pełną spisaną listę rzeczy, które ze sobą zabierze i jest w ciężkim szoku, że ja jeszcze w tym kierunku nic nie zrobiłam. Hmm... Szkoła > praca i jakoś tak nie mam czasu :(

Za wizę zapłaciłam 576 zł jakby to kogoś interesowało. Jeszcze tylko opłata za agencję.
A no właśnie! Czy (pytanie raczej do osób, które już wyjechały) doradzacie mi wykupienie też dodatkowych ubezpieczeń?


Buziaki! - Hankowah

wtorek, 6 stycznia 2015

PERFECT MATCH!

Hello!

Uhh.. w końcu między Świętami, Sylwestrem, pracą i podróżami z miasta do miasta znalazłam czas na napisanie tego postu. 

Perfect Match! Oby był perfect.

Rodzina, która początkowo została przeze mnie odrzucona, ze względu na ilość dzieci jak i na sposób w jaki HM się ze mną kontaktowała została moją Host Family. Przeznaczenie? Zobaczymy!

HM jest typową kalifornijską blond-pięknością o śnieżnobiałym uśmiechu. Z tego co zaobserwowałam jest mega roztrzepana albo wśród trojga dzieci po prostu traci głowę. Sposób kontaktowania, o którym pisałam wcześniej, od pierwszej wiadomości pisała do mnie po prostu jak do koleżanki, wiecie bez zwrotów grzecznościowych, nawet bez zwykłego "Cześć" i wówczas poczułam się hmm niemiło. Jednak cieszę się, że dałam im szansę, bo okazało się, że HM jest bardzo miła, a jej maile wysyłane z Iphona, które wyglądają jak moja rozmowa na czacie z koleżanką świadczą o jej bezpośredniości. HM pracuje w domu po kilka godzin od poniedziałku do piątku, co kilka tygodni musi wyjeżdżać na cały weekend i zabiera ze sobą najmłodszą córeczkę (ok 6 miesięcy).

HD jest prawnikiem. Ogólnie na Skype rozmawiałam z HM, a HD tylko gdzieś w tle się przewijał. Pierwszy raz gdy z nim rozmawiałam zapytał mnie co studiuję, gdy powiedziałam, że filologię rosyjską to zapytał, czy umiem mówić po rosyjsku. Hellou! Ah.. na kolejnym Skype z rodziną znów się pojawił i uwaga pytanie od HD: co studiujesz? Hihi Ale ok. Rozumiem, że mógł mnie nie zapamiętać :)

I część główna. Dzieeeci!
Trzy dziewczynki 5, 2,5 i prawie 6 miesięcy.
Dwie starsze dziewczynki chodzą do 'szkoły'. Jedna od 8.30 do 12, druga od 11.30 do 15. Z tego, co mówiła HM będę zajmować się albo dwiema starszymi dziewczynkami, albo najmłodszą na zmianę z nią. 
HM poinformowała mnie również, że najstarsza dziewczynka bardzo się przywiązuje do ludzi, uwielbia arts&craft i potrafi się skupić na długo przy jednym zajęciu w przeciwieństwie do średniej dziewczynki, która nie może usiedzieć w miejscu. 

Mój schedule według HM miałby wyglądać tak, że od poniedziałku do piątku miałabym pracować po ok 8 godzin i czasami weekendy, gdy np ona wyjedzie, albo chcą z HD iść na randkę. Mam dziwne obawy, że tych godzin może dojść więcej, ale jestem dobrej myśli.


Miejsce?!
California LaFayette.

Ok 30 minut od San Francisco. HM mieszkają na prywatnym osiedlu z basenem i innymi atrakcjami dla dzieci. Z tego, co mówiła HM do centrum miasta piechotą jest ok 10 minut. Będę miała dostęp do samochodu. Ahh i w tejże miejscowości jest ponoć wiele prestiżowych szkół.



Hmm.. to chyba wszystko. W razie jakichkolwiek pytań piszcie :)


Kto jeszcze nie obchodził Świąt temu życzę wszystkiego najlepszego!

Buziaki! - Hankowah.